Skip navigation

Monthly Archives: Grudzień 2008

Wielkimi krokami nadchodzi koniec roku, czas więc podsumować moje tegoroczne wybryki. Postanowiłem zacząć od muzyki, bo tej było w tym roku dużo. Nazwijmy to moją prywatną listą przbojów.

  • Zaskoczenie (na plus) roku: N/O –> Kasia Nosowska śpiewa teksty Osieckiej, płytę kupiło moje kochanie, wsadziliśmy ją od razu do odtwarzacza w samochodzie i…chodzi tam na okrągło. Ostatni utwór (‚Na kulawej naszej barce’) genialny, reszta niegorsza. 
  • Zaskoczenie (na minus) roku: Klaus Schulze & Lisa Gerrard, Farscape –> nudy Panie…nudy…
  • Jazzowy zakup roku: Clifford Brown’s Finest Hour –> 1.Nigdy nie kupujcie składanek, 2. Nigdy nie mówcie ‚nigdy’…Genialna muzyka, genialnego trębacza, na płycie nie ma nawet jednej zmarnowanej sekundy, robi dobrze w każdej sytuacji, miejscu i pozycji. Słuchałem jej nonstop przez pięć tygodni. Ten rekord ustępuje tylko Kind of Blue Milesa.
  • Nagroda specjalna w kategorii Jazzowy zakup roku: Miles Davis Seven Steps To Heaven –> Bardzo przepraszam, że dopiero teraz kupiłem tą płytę
  • Jazzowe wydarzenie roku: Zdecydowanie ‚Jazz w Lesie’ w Sulęczynie –> Nie chodzi tylko o genialny występ The Orient House Ensemble & Gilad Atzmon, chodzi o atmosferę całego festiwalu, luzik, kocyk na trawie, piwko na jamie, wszystko bez stresu, koniecznie na leżąco.

Gilad Atzmon, Jazz w Lesie, Sulęczyno 2008

  • Klasyczna płyta roku: Antonio Vivaldi, Montezuma –> Vivaldek jakiego nie znacie, popisowe wykonanie Alana Curtisa, płyta z 2006 roku, ale ja kupiłem ją dopiero w tym. Zrywa czapkę. Przysięgam. A poza tym Vivaldi i Montezuma?
  • Poważna płyta roku: Vassilis Tsabropoulos, Melos –> Z ECM’u oczywiście…
  • Rozrywkowa płyta roku: Franek Kimono –> szał, po prostu szał….

Pola&Lena, Wigilia, Pawłowo 2008

Więc po dłuższym zastanowieniu doszedłem jednak do wniosku, że są pewne pozytywy świąt. Na przykład ćwikła. Szczególnie ta robiona przez babcię. Kręci się po niej w oku łezka, a zatok nosowych równie dobrze nie czyści nawet ‚Kret’ w płynie. Trzeba Wam wiedzieć, że niestety lubię dobrze zjeść (…i popić też lubie dobrze po jedzeniu…). Piszę ‚niestety’ ponieważ na ogół nie potrafię sobie niczego odmówić. Nie jadam tylko ryb. Uważam, że śmierdzą. Poza tym jem chyba wszystko, i stąd mój brat bliźniak rosnący na brzuchu. Nie wyobrażam sobie życia bez:

  1. zrazów zwijanych i kaszy gryczanej w sosie grzybowym (grzyby zbierane oczywiście osobiście w lesie), 
  2. golonki w piwie,
  3. serów (chyba wszystkich, oprócz oscypków),
  4. zup: grzybowej z prawdziwków, ogórkowej (tylko w wykonaniu mojej babci), soczewicowej,
  5. marmolady pomarańczowej,
  6. krewetek, w każdej postaci,
  7. szyneczek, wędzoneczek, roladek z świńskiej pupy,
  8. MAKARONU! (Mamma Mia! o mały włos byłbym zapomniał!),
  9. Australijskiego wina białego, koniecznie półwytrawnego,
  10. drobiu, szczególnie drobiu w wykonaniu azjatyckim,
  11. wspomnianej już wcześniej ćwikły,
  12. śliwek w occie,
  13. korniszonów,
  14. gruszek w occie,
  15. kabanosów.

…istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, że lista ta będzie się stale powiększać.

Colour Magazine No1, Gdańsk 2008

Gwiazdka, Gdańsk 2008

Co roku ten sam kocioł, przysięgam, moim największym świątecznym marzeniem jest bycie pozostawionym w ciszy i samotności na okres świąteczny. Cały. Nie lubię, nigdy nie lubiłem i nie sądzę, abym kiedykolwiek Święta polubił. Jest to jedno z najbardziej obłudnych i fałszywych zjawisk jakie znam, nawet Święto Zmarłych robi lepsze wrażenie. Niech mnie ktoś przekona, że tak nie jest. Przez cały rok wbijamy –> bo wbijamy –> noże w plecy, aż tu nagle następuje zawieszenie broni i przez 3 godziny wszyscy się kochają. Po czym rozjeżdamy się do domów i już w samochodzie się zaczyna, o oni to…a ona tamto…i tak dalej…i tak dalej…i jeszcze to zielone, plastikowe gówno do obwieszania, stojące w kącie pokoju…

Jezus, jak ja nie lubie Świąt!

No ale skoro muszę, i skoro, być może, ktoś na to liczy…to życzę Wesołych Świąt i Bujanego Nowego Roku!!!

Ogród Mamy Iwa, Gdańsk 2008

Od dwóch dni siedzę obok, w studiu nagraniowym Iwa. Wczoraj nagrywaliśmy, dzisiaj słuchaliśmy…Wyszło dobrze…A co? To okaże się później. Teraz mam ochotę napisać o jednej płycie, która wraca do odtwarzacza jak bumerang. Najpierw usłyszałem ją w trakcie audycji Piotra Kaczkowskiego w ‚Polskiej’ Trójce, potem p.Piotr napisał mi co to było i tą metodą nabyłem NOSOUND…Działa wybitnie uspokajająco. Zawsze. 

Poza tym nie dostałem się na festiwal w Łodzi, szkoda, ale i tak bywa –> ciekawe, kto się dostał. Na pociechę zadzwoniła do mnie wczoraj Pani z dziekanatu, z pretensjami, że od trzech miesięcy nie odbieram zaległego stypendium naukowego…Naukowego! Co za beka! Po dwunastu latach studiowania, na samym końcu, na ostatnim z ostatnich semestrów, dostałem stypę naukową. Mam wrażenie, że to raczej forma pensji za etat studenta…tyle lat…hehehe.

No nic. Jest śmiesznie, ogólnie rzecz ujmując. Życie tyka sobie swoim tempem.

No…muszę się pochwalić. Dzisiejsza Rzeczpospolita ukazała się z moim zdjęciem na pierwszej stronie, czyli na tzw. jedynce. To jest moja pierwsza jedynka w życiu i nie ukrywam, że bardzo się z tego cieszę, mimo, że w podpisie nazwano mnie ‚Robertem’.

…Fajnie, nie?

Żeby było bardziej miodzio, to już mam kolejne zlecenie! 

Ale nie wszystko idzie mi tak ślicznie –> Nie wiem co kupić rodzinie na święta. Kompletnie. Co roku dopada mnie ten sam problem. Nie lubię świąt. Z wielu powodów. Kupowanie prezentów to powód kolejny. Teoretycznie, rodzinę zna się najlepiej…no może…nie najlepiej, ale na tyle dobrze, że wiadomo co komu potrzeba.Teoretycznie. I co ja mam wymyśleć?!Ja nawet nie wiem, czego ja sam bym sobie życzył. Pewnie jakaś dobrą jazzpłytę.

 

Nerwowy weekend dobiegł końca. Prezydenta Sarkozy odfrunął swoim samolotem do domu, ja za pomocą internetu wysłałem zdjęcia do redakcji. Nerwową atmosferę odbiliśmy sobie zlekka w miłej atmosferze, podkreślonej aromatem krewetek w sosie pomarańczowym. Dzisiaj w Gdańskiej Galerii Fotografii otwarto wystawę pokonkursową ‚Albumu dla Gdańska’, a ja na tą okoliczność otrzymalem z rąk jakiegoś ważniaka dyplom za wyróżnienie honorowe. Gratulacje największe należą się Kacprowi, który wypstrykał w tym konkursie nagrodę Marszałka.

Wizyta Prezydenta Sarkoz’ego. Gdańsk 2008

Za każdym razem kiedy obchodzona jest w Gdańsku jakaś rocznica…i nie daj Boże jeżeli ta rocznica ma coś wspólnego z Solidarnością…i jeszcze jest okrągła…to w naszym pięknym mieście oznacza to absolutny, komunikacyjny paraliż. Po prostu gdańszczanie, z rozkazu naszych lokalnych władz, muszą być szalenie gościnni i zgadzają się na zamknięcie głównych ulic. Ale to nie jedyne utrudnienia. Jeżeli myślicie, że pozostawienie samochodu pod domem, albo na odległym parkingu coś pomoże, to jesteście w błędzie, bo nasza gościnność najczęściej obejmuje również ruch pieszy (w wybranych częściach miasta). Jednym słowem, władze naszego miasta uważają, że gościnność polega na tym, że się gościom schodzi się z drogi i znika z oczu. Brawo! W sobotę jestem na Sarkozym i Tusku. Ale już dzisiaj miałem urwanie czaszki. Ogólnie pomieszałem czwartek z piątkiem i wszystkie akredytacje przy okazji…

…a zdjęcie zrobiłem na wykładzie o Polski dążeniu do wolności prowadzonym przez Georga Weigel’a w szkole Ateneum. Dzisiaj. 

Ekspres Solidarności, Gdańsk 2008