Skip navigation

Większości czytelników zapewne wyda się to dziwne, ale ja po prostu tak mam. Zwracam uwagę na rzeczy i sytuacje które pozornie nie mają nic wspólnego z tematem. Pozornie. 

Elektrownia w Czarnobylu, Sarkofag, Ukraina 2009

Kilka dni temu wybraliśmy się z Robertem D. i jego Zuzią do Czarnobyla i Prypeci. Dla Roberta było to spełnienie marzeń, dla mnie kolejna wyprawa na wschód, który pociąga mnie od dawna. Z każdej strony. Przed wyjazdem, jak zwykle, badanie. Wyciągnąłem artykuły o katastrofie, przeglądnąłem tysiące zdjęć. Szukałem ludzkiego wymiaru, bo z tego punktu widzenia widać najlepiej. Z drugiej strony zdawałem sobie sprawę, że na prawdziwy poważny reportaż, w stylu Chernobyl Legacy Paula Fusco czasu nie będzie. Kupiłem Holgę, nauczyłem się nią pracować i…Pojechaliśmy. 

 

Park rozrywki, Prypeć, Zona, Ukraina 2009

Ci którzy byli tam wcześniej opowiedzą Wam o opustoszałych domach, pozostawionych w nich sprzętach, o niedokończonych transparentach z pierwszomajowego pochodu, który nigdy się nie odbył i o ciszy…”Zapamiętałem ciszę’ mówił zaprzyjaźniony fotograf.

Przedszkole, Prypeć, Zona, Ukraina 2009 

Ale czas mija, a życie nie lubi próżni. Dwadzieścia trzy lata po katastrofie w Czarnobylskiej elektrowni, która kosztowała życie (oficjalnie) ponad czterech tysięcy ludzi, zamknięta dotąd 30km strefa wokół elektrowni zmienia się powoli w modną atrakcję turystyczną. A to oznacza coraz więcej wycieczek, coraz więcej pieniędzy, coraz więcej chętnych na ich zarobienie, czyli coraz więcej wycieczek…My mieliśmy szczęście. Tego dnia w Prypeci, ewakuowanym mieście, oddalonym zaledwie 3km od elektrowni były tylko dwie wycieczki. Robiąc zdjęcia trudno nie zauważyć wydeptanych w kurzu ścierzek wokół łóżeczek w opuszczonym przedszkolu, czy w domu kultury „Energetyk”. Wszędzie walają się maski gazowe, który ktoś chyba porozsypywał po całym terenie dla zwiększenia efektu, bo przecież mieszkańcy miasta wyjeżdżali stąd kompletnie nieświadomi zagrożenia i napewno nie używali masek gazowych, zresztą przed czym miałyby one chronić?! Mieszkania są dokumentnie splądrowane, wszystko co można było sprzedać już dawno ukradli złomiarze tacy jak „Boss” opisany w reportażu Donalda Webera. Ciszy też już nie ma. Słychać to nawet na nagraniu, które tam zrobiłem. Co chwila słychać rozmowy, śmiechy, co chwila ktoś przechodzi…Czarnobyl powoli zapełnia się obwieszonymi aparatami turystami stając się turystyczną atrakcją.

Park rozrywki, Prypeć, Zona, Ukraina 2009

A zagrożenie, choć nikt już o tym nie pamięta, albo stara się nie pamiętać jest dalej i jest bardzo realne. Na zdjęciach zrobionych w okolicach znajdującego się w centrum Prypeci parku rozrywki widać prześwietlenia, takie same jakie pojawiły się na pierwszych zdjęciach Igora Kostina, kiedy fotografował elektronię kilka godzin po wybuchu. Dwadzieścia trzy lata później to miejsce dalej prześwietla film.

Centrum, Prypeć, Zona, Ukraina 2009

Wszystko to wywołuje mieszane uczucia, dlatego na mnie największe wrażenie zrobił obiad w Czarnobylskiej jadłodajni. Mieliśmy okazję zjeść w prawdziwej, używanej na codzień przez pracujących w elektrowni likwidatorów, stołówce. Mimo, iż nadal byliśmy turystami przez tą krótką chwilę mogliśmy poczuć się jak pracujący i mieszkający tu ludzie. Bez zbędnego patosu i aury minionej (lub nie) tragedii. Zupa była świetna, gulasz tragiczny, kompot smaczny i orzeźwiający. Najdziwniejsza jednak była sałatka z kiszonych glonów. Naprawdę smaczna.

Prypeć, Zona, Ukraina 2009

Advertisements

7 Comments

  1. no wreszcie. Czekam na wiecej 🙂 pozdro
    kac

    • Robert Danieluk
    • Posted Kwiecień 25, 2009 at 9:58 pm
    • Permalink

    Pioter, kawał dobrego zdjęcia.

    • 8rolek
    • Posted Kwiecień 26, 2009 at 8:00 am
    • Permalink

    –> Kacper

    …bo najpierw trzeba wywołać filmy…potem zrobić odbitki, zeskanować i dopiero wtedy jest. To nie śmierdzicyfra. Kurde…

  2. Nie ma zdjęć z posiłku? 🙂

    • 8rolek
    • Posted Kwiecień 26, 2009 at 8:26 am
    • Permalink

    no nie ma bo przecież byłem zajęty jedzeniem glonów…

    • Olek
    • Posted Kwiecień 26, 2009 at 11:13 am
    • Permalink

    dawaj więcej

  3. Witam,
    Byłem we wrześniu w Prypeci, pozwolę sobie na kilka uwag
    1. po mieście najlepiej poruszać się z licznikiem, są miejsca jak np wesołe miasteczko, czy plac przy kinie Prometeusz lub Cafe Prypeć gdzie promieniowanie jest dość wysokie.
    Siadanie w samochodziku na wesołem miasteczku czy wchodzenie na diabeslki młyn to głupota.
    2. Po mieście najlepiej chodzić samemu, lub w małej grupie znajomych, na wycieczkach czesto pojawiają się osobnicy po całonocnej imprezie, którzy sami nie wiedzą po co tam przyjechali.
    3. Hehe jedzenie w stołówce było pyszne, nie było co prawda glonów ale za to był pyszny barszcz i pyszne duszone mięsko 🙂


One Trackback/Pingback

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: