Skip navigation

Monthly Archives: Lipiec 2009

Ponieważ ostatnimi czasy działo się nadzwyczaj dużo, a poza tym po raz pierwszy od czasów niepamiętnych mogliśmy razem z moją drugą, zgrabniejszą Połową wyjechać na chwilę wczasów, pisanie Bloga musiało troszeczkę poczekać. O tegorocznym Festiwalu ‚Jazz w Lesie’ napiszę tylko tyle, że było aż tak super, że nie udało się mi zrobić prawie żadnych rozsądnych zdjęć…Pani Z-star wraz z czołówką polskiego jazzu dali taki popis, że nawet mój aparat tańczył pod sceną, mimo iż już dawno nie było w nim energii…elektrycznej. Elektryczna spłonęła natomiast gitara Jarka Śmietany i to metr ode mnie!

Czas jednak zabrać się do roboty.

Kwiatek Kowalskich, Gdynia 2009

Tekst ten piszę przy dźwiękach ukochanego Wolfganga, którego Cosi fan Tutte zakupiłem właśnie na tegorocznym Jarmarku Dominikańskim. Jarmarku nie lubię z tendencją narastającą, więc pisać o nim nie zamierzam. Ale za to pozawolę sobie wspomnieć o miłym wieczorze spędzonym wczoraj u Kacprów. No…o wspomnianym wyżej Sulęczynie za dużo tośmy sobie nie pogadali, bo zdaje się, że archiwum fotograficzne z tej imprezy obydwaj mamy wątłe. Pogadaliśmy sobie za to trochę o współczesnej fotografi. A ja z Kacprem o fotografii lubię gaworzyć, bo po pierwsze, Kacper jak powszechnie wiadomo jest uznanym w świecie fotografem, po drugi obydwaj zaczynaliśmy razem, w tym samym momencie i miejscu, po trzecie w końcu to Kacper z nas dwóch reprezentuje, w moim przynajmniej mniemaniu, bardziej postępowe podejście do tematu dyskusji. To właśnie on stoi na stanowisku, że serwisy typu PLfoto mogą być wylęgarnią przyszłych talentów, z czym ja zgodzić się nie potrafię. Za co serdecznie Wszystkich przepraszam. Wczoraj rozmawialiśmy o wynikach konkursu, którego Kacper był jednym z jurorów i trochę ogólniej o dokumencie.

Read More »

Czterdzieści lat temu Amerykanie wylądowali na księżycu. Mimo, toczącej się wtedy pomiędzy wschodem i zachodem ‚Zimnej Wojny’, to wydarzenie, na krótką chwilę zjednoczyło wszystkich. W telewizji oglądali je zarówno Amerykanie jak i Rosjanie…jak i Polacy. Ludzki umysł pokonał wszystkie przeszkody, te fizyczne i te polityczne, i mogliśmy w końcu zrobić ten jeden mały/wielki krok…Mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia zrobimy kolejny, tym razem na Marsie! 

Historic Mission Control, Huston, Texas, USA 2004

Pojechałem sobie dzisiaj do lasu. Daleko. Tak, żeby mnie nikt nie znalazł. Nagrałem trochę lasu. trochę deszczu w lesie i…znalazłem pierwszego w tym roku PRAWDZIWKA. Znowu jestem miscz!. Tylko prawdziwek okazał się niestety mocno robaczywy…

Colour Magazine No4, Przewóz 2009

Dzisiaj rano obudziło mnie ćwierkanie ptaków. Bynajmniej nie tych za oknem. Ptaki przyleciały z eteru, na falach Programu II Polskiego Radia, którego pracownicy dzisiaj podjeli akcję protestacyjną w obronie swojego radia. Radia, którego słucham od lat, ciągle i na okrągło. Radia, które jako jedyne nie emanuje polityką i komercyjną tandetą. Radia, którego audycje bardzo często są dla mnie inspiracją. TUTAJ możecie poczytać artykuł o tym co dzieje się teraz w Dwójce i dlaczego trwa protest. Ludzie, ratujmy to Radio, bo inaczej wszyscy będziemy skazani na RMFy i inne SzmelcZetki!

The Tall Ships Races, Gdynia 2009

Ten weekend długo będę odchorowywał. Nie lubię tłumów, dlatego poddałęm Open’era. Myślałęm, że tą metodą będę miał okazję pofotografować na kameralnej imprezie…Niestety, nie moglem się bardziej mylić. Gdyby na Skwerze Kościuszki i jego okolicach pojawiły się nagle uchwyty dla pasażerów stojących, to pomyślałbym że strasznie zatłoczony ten tramwaj. Nie wiem jakie wrażenia odnieśli inni krajanie ale ja z przerażeniem myślę o tych uczestnikach imprezy, którzy przypłyneli do Gdyni jako goście. Po zejściu z trapu ukazywał się ich oczom widok, jak sądzę, wstrząsający. Gówniane, rozpadające się karuzele z grzmiącą na kilometry muzyką gatunku umpa-umpa, obskórne stoiska z najmniejszymi i najdroższymi kebabami na świecie, smród spalonego na śmierć mięsa z bud z kiełbasą i golonką, oraz morze plastikowej tandety, made in china, która w większości dotyczyła wszystkiego tylko nie morza i żagli. Festyn rodem z przysłowiowej Koziej Wólki (bardzo Koziowólczan za to porównanie przepraszam) i to w mieście, które przecież pretenduje do miana najnowocześniejszego portu w tej części Europy. Po co?!

Żeby jednak nie było, że wciąż narzekam, pozwalam sobie dopisać jeszcze jeden akapit…

Nie licząc bud z gównem, mydłem i powidłem, które jak już wspomniałem pozostaną zapewne w pamięci uczestników zlotu na długo, trzeba przyznać, że reszta zorganizowana była super. Pani Karolina, która opiekowała się dzielnie dziennikarzami, w tym i moją nieskromną osobą, powinna dostać medal za cierpliwość. Wszelkie niezbędne informacje dotarły do nas odpowiednio wcześnie by móc zaplanować czas, codziennie wysyłany był krótki newsletter, centrum prasowe było na miejscu i zawsze można było skorzystać z kawy na wspaniałym tarasie otwartym na Gdyńską Marinę. 

Reasumując, podobało mi się. Mimo wszystko. Tyle, że po czterech dniach na słońcu mój ryj ma kolor purpurowy i strasznie piecze!…sssssss…