Skip navigation

Do Stoczni trafiłem w 2001 roku. Wtedy tak jak dzisiaj sytuacja zakładu nie była ciekawa. Przejęta przez Stocznię Gdyńską, ta Gdańska uważana była za biedniejszą. Mariaż, podobnie jak dzisiaj, nie podobał się nikomu, przede wszystkim samym Stoczniowcom zarabiali mniej od gdyńskich, i przynajmniej w swoim mniemaniu, przez zarząd Konsorcjum traktowani byli po macoszemu. Jak na ironię, to już prawie pewne, że po decyzji Komisji Europejskiej losy obydwu zostaną obrócone i to Gdyńska, a nie Gdańska Stocznia przestanie istnieć.

Zdjęcie powyżej robiłem chyba trzy dni. Przysięgam. Najpierw szukałem miejsca. Potem czekałem na światło. Kiedy koło piątej rano, trzeciego dnia, wlazłem po raz kolejny do kabiny tego opuszczonego dźwigu było jeszcze ciemno. Paląc papierosa za papierosem, w ramach wczesnego śniadania, czekałem na wschód słońca. 

Papierosy w Stoczni to osobny temat. Bez nich trudno tu dokonać czegokolwiek. Trudno nawet swobodnie się poruszać. Dowiedziałem się o tym już pierwszego dnia, zgłaszając się po kask i identyfikator do szefa Stoczniowej Straży. Pali Pan?…zapytał kiedy siadałem. Palę. No to niech się Pan częstuje! Spod biurka wyjął zmientoloną paczkę ekstramocnych, bez filtra oczywiście. Czułem, że to swoisty test na męskość, że jeżeli nie wypalę tego papierosa albo uduszę się swoimi wymiocinami w jego połowie, to mój pobyt w Stoczni będzie krótki i niebardzo owocny. Więc paliłem. Kiedy kończyłem pan Zenon wyjął z drugiej szuflady swojego LM light’a odpalił, zaciągnął…i zaczęliśmy rozmawiać jak facet z facetem, jak polak z polakiem.

Już wtedy było wiadomo, że czasy świetności Stocznia ma już za sobą. Z dwudziestotysięcznej załogi zostało ledwie dwa i pół tysiąca pracowników, z których duża część przyjechała zza wschodniej granicy. Nawet młodzi polscy stoczniowcy traktowali ‚firmę’ jedynie jako etap przejściowy. W twarzach wszystkich widziałem rezygnację, bark zainteresowania, to nie byli ludzie ze zdjęć z lat osiemdziesiątych.

Historię czuć i widać w Stoczni wszędzie, na murach, w opustoszałych halach, w twarzach starszych stoczniowców. Miałem to szczęście, że mogłem jeszcze z nimi porozmawiać. Wyposażony w dwie paczki papierosów zaczepiałem ich w czasie przerwy albo w drodze do szatni. To były czasy…wspominali. Stocznia była wtedy potęgą, wszyscy się z nimi liczyli, musieli. A dzisiaj…?

Ostatnie zdjęcie zrobiłem na dachu biur projektowych przy ul. Jana z Kolna, zaraz obok drugiej bramy. Kilka lat po zrobieniu tego zdjęcia, jakiś małolat wszedł na rozpadający się gmach i zamalował cały napis graffitti. Takie czasy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: